Sooner I will die than I will surrender.
Jak zwykle po korytarzu rozchodziła się grobowa cisza.
Monotonia dnia przytłaczała, a on siedział w tym samym korytarzu dnie i noce.
Nagle jego kontemplacje przerwał donośny krzyk, a następnie tupot ciężkich
butów. W pierwszym momencie nie przejął się tym zbytnio uznając, że jest to
ktoś z nich. W głosie osoby krzyczącej słychać było jednak niemiłosierne zło i chęć
zemsty. Tylko nie rozumiał skąd zemsta. Podniósł się gwałtownie z miejsca.
Zamotał się nie wiedząc co ma teraz czynić. Byli prawdopodobnie pod atakiem
wroga. Na szczęście głosy były dość daleko, a on był gdzieś w jednym z odnóg istnego
labiryntu korytarzy. Zaszedł do swojej tymczasowej kwatery i zwinął z niej
arsenał.
Nie wiedział gdzie podziewa się reszta i ten fakt
zdecydowanie go martwił. ‘A co jeśli zostali pojmani ? ‘ przeszło mu przez
myśl. Dotknął dłonią ściany i zamknął oczy, próbował wyczuć gdzie są żołnierze.
Drgania szybko ich zdradziły , po za tym nie wyglądało jakby bardzo się z tym
kryli. Zaczął szybko mknąc w ich stronę. Co to było za wyzwanie zlikwidować jeden
oddział ? Zaczaił się i tylko czekał aż żołnierz się zbliży. Oczekiwał , że dwa
strzały wystarczą, a tu napotkał bardzo duży opór. Strzelał i strzelał a
tamtego to nawet nie spowolniło . Więc odrzucił bez użyteczną broń na bok po
czym w dłonie chwycił noże. Nawet dobrze nie zaczął się bić kiedy tamten
przywalił mu pięścią w twarz. Deran jednak nie mógł być gorszy, też przywalił przeciwnikowi
w twarz. Głowa była jedynym nie osłoniętym miejscem. Walka toczyła się zacieńcie.
Chłopak splunął krwią na bok gotowy zrobić swoje, gdy wymierzał w tamtego kolejny
cios, mężczyzna nagle odwrócił się tyłem i zaczął iść w druga stronę. Jakby był
robotem który dostał inny rozkaz. – Walcz ! – wydarł się – Nie uciekaj jak
tchórz! – krzyczał trochę zdyszany, co tu się działo ? Oni byli zbyt silni nawet
dla niego.
Powoli postać znikała z jego pola widzenia. Nie potrafiąc
pojąc co tu miało znaczyć, ostrożnie ruszył za nim . przyglądał się uważnie
zbroi jaką osobnik miał na sobie,. Wydawało się, że jest ona z innego światu.
Nie miała też żadnego słabego punktu. Jedyne co mógł zrobić to roztrzaskać mu
głowę młotem, ale aktualnie nie miał żadnego pod ręką. Doszedł za nim do
wyjścia z tunelu’ co on kombinuje ?’ myślał. Mężczyzna wyciągnął jakiś niebieski
płyn z wewnętrznej kieszeni i napił się go.
Deran nie przywiązał do tego większego uwagi, usiadł pod
ścianą w ukryciu myśląc co mógłby zrobić i wpadł na genialny plan. Przypomniał
sobie jak raz na ziemi pojawiło się dziecko które miało zniszczyć bazę, w jego
zębie ukryta była bomba, którą miał tylko rozgryźć. Schody zaczynały się tu –
bo skąd wziąć tą bombę i jak wcisnąć mu ją w zęby no i nie mogłaby ona mieć zbyt
dużej siły . Wstał i pośpiesznie udał się do pomieszczenia w którym od jakiegoś
czasu spał. Rozłożył kilka zatów i zajrzał do swojego placyku znalazł tam parę
przydatnych elementów.
Tak… właśnie konstruował własną mini bombę. Zespawał kilka
rzeczy ze sobą i powoli nabierało to kształtów. Kiedy skończył bomba miała wielkość
kulki od myszki komputerowej .Działa tak samo jak ta o której myślał. A więc
pozostała kwestia wetknięcia mu tego do buzi. ‘ Nic prostszego; pomyślał ironicznie.
‘ Musi jednak przecież coś jeść’’. Zakradł się ponownie w to miejsce w którym
ostatnio widział wroga. Co za szczęście akurat miał lunch. Jakie to było dziwne
jadł lunch w trakcie ataku (?) Przyczołgał się bliżej niego wyciągając rękę i ulokował
bombę w jedzeniu. Teraz pozostało tylko czekać. Cofnął się na bezpieczną
odległość, wyczekując wybuchu, stało się to po jakiś pięciu minutach. Wpadł tam
ponownie sprawdzając czy na pewno sprawa została załatwiona. Zobaczył błyszczący
element obok po rozpryskiwanych wnętrzności. Wziął go w dłonie uważnie się przyglądając
obrócił go w palcach ciekawy , którą częścią zbroi to było , Wcisnął to do kieszeni
z późniejszą nadzieją analizy.
Niestety po korytarzu nadal kręciło się kilku ludzi nieprzyjaciela.
Deran
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz