wtorek, 18 czerwca 2013

Die or survive



 Sooner I will die than I will surrender.
Jak zwykle po korytarzu rozchodziła się grobowa cisza. Monotonia dnia przytłaczała, a on siedział w tym samym korytarzu dnie i noce. Nagle jego kontemplacje przerwał donośny krzyk, a następnie tupot ciężkich butów. W pierwszym momencie nie przejął się tym zbytnio uznając, że jest to ktoś z nich. W głosie osoby krzyczącej słychać było jednak niemiłosierne zło i chęć zemsty. Tylko nie rozumiał skąd zemsta. Podniósł się gwałtownie z miejsca. Zamotał się nie wiedząc co ma teraz czynić. Byli prawdopodobnie pod atakiem wroga. Na szczęście głosy były dość daleko, a on był gdzieś w jednym z odnóg istnego labiryntu korytarzy. Zaszedł do swojej tymczasowej kwatery i zwinął z niej arsenał.
Nie wiedział gdzie podziewa się reszta i ten fakt zdecydowanie go martwił. ‘A co jeśli zostali pojmani ? ‘ przeszło mu przez myśl. Dotknął dłonią ściany i zamknął oczy, próbował wyczuć gdzie są żołnierze. Drgania szybko ich zdradziły , po za tym nie wyglądało jakby bardzo się z tym kryli. Zaczął szybko mknąc w ich stronę. Co to było za wyzwanie zlikwidować jeden oddział ? Zaczaił się i tylko czekał aż żołnierz się zbliży. Oczekiwał , że dwa strzały wystarczą, a tu napotkał bardzo duży opór. Strzelał i strzelał a tamtego to nawet nie spowolniło . Więc odrzucił bez użyteczną broń na bok po czym w dłonie chwycił noże. Nawet dobrze nie zaczął się bić kiedy tamten przywalił mu pięścią w twarz. Deran jednak nie mógł być gorszy, też przywalił przeciwnikowi w twarz. Głowa była jedynym nie osłoniętym miejscem. Walka toczyła się zacieńcie. Chłopak splunął krwią na bok gotowy zrobić swoje, gdy wymierzał w tamtego kolejny cios, mężczyzna nagle odwrócił się tyłem i zaczął iść w druga stronę. Jakby był robotem który dostał inny rozkaz. – Walcz ! – wydarł się – Nie uciekaj jak tchórz! – krzyczał trochę zdyszany, co tu się działo ? Oni byli zbyt silni nawet dla niego.
Powoli postać znikała z jego pola widzenia. Nie potrafiąc pojąc co tu miało znaczyć, ostrożnie ruszył za nim . przyglądał się uważnie zbroi jaką osobnik miał na sobie,. Wydawało się, że jest ona z innego światu. Nie miała też żadnego słabego punktu. Jedyne co mógł zrobić to roztrzaskać mu głowę młotem, ale aktualnie nie miał żadnego pod ręką. Doszedł za nim do wyjścia z tunelu’ co on kombinuje ?’  myślał. Mężczyzna wyciągnął jakiś niebieski płyn z wewnętrznej kieszeni i napił się go.
Deran nie przywiązał do tego większego uwagi, usiadł pod ścianą w ukryciu myśląc co mógłby zrobić i wpadł na genialny plan. Przypomniał sobie jak raz na ziemi pojawiło się dziecko które miało zniszczyć bazę, w jego zębie ukryta była bomba, którą miał tylko rozgryźć. Schody zaczynały się tu – bo skąd wziąć tą bombę i jak wcisnąć mu ją w zęby no i nie mogłaby ona mieć zbyt dużej siły . Wstał i pośpiesznie udał się do pomieszczenia w którym od jakiegoś czasu spał. Rozłożył kilka zatów i zajrzał do swojego placyku znalazł tam parę przydatnych elementów.
Tak… właśnie konstruował własną mini bombę. Zespawał kilka rzeczy ze sobą i powoli nabierało to kształtów. Kiedy skończył bomba miała wielkość kulki od myszki komputerowej .Działa tak samo jak ta o której myślał. A więc pozostała kwestia wetknięcia mu tego do buzi. ‘ Nic prostszego; pomyślał ironicznie. ‘ Musi jednak przecież coś jeść’’. Zakradł się ponownie w to miejsce w którym ostatnio widział wroga. Co za szczęście akurat miał lunch. Jakie to było dziwne jadł lunch w trakcie ataku (?) Przyczołgał się bliżej niego wyciągając rękę i ulokował bombę w jedzeniu. Teraz pozostało tylko czekać. Cofnął się na bezpieczną odległość, wyczekując wybuchu, stało się to po jakiś pięciu minutach. Wpadł tam ponownie sprawdzając czy na pewno sprawa została załatwiona. Zobaczył błyszczący element obok po rozpryskiwanych wnętrzności. Wziął go w dłonie uważnie się przyglądając obrócił go w palcach ciekawy , którą częścią zbroi to było , Wcisnął to do kieszeni z późniejszą nadzieją analizy. 
Niestety po korytarzu nadal kręciło się kilku ludzi nieprzyjaciela. 



Deran

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz